Przedświąteczny dzień upłynął na porządkowaniu otoczenia domu, parku, przechadzce po okolicy.
Wieczorne niebo było bezchmurne,
słońce świeciło, dopóki nie skryło się za horyzontem. Bezchmurne niebo i
czerwony horyzont sygnalizował nadejście nocnego chłodu. Prognozy pogody
zapowiadały przymrozek w nocy.
Świąteczny, niedzielny poranek
przyniósł niespodziankę - w nocy napadała kilkucentymetrowa warstwa śniegu.
Do wieczora śnieg rozpuścił się. Było jednak wilgotno, ciemno, ponuro i zimno.
Najlepiej było siedzieć w domu przy ciepłym piecu. Następnej nocy znów napadało,
ale w ciągu dnia tym razem nie wszystko się rozpuściło. Do czasu wyjazdu
miejscami leżały jeszcze płaty śniegu. Święta Bożego Narodzenia były bez
śniegu, za to aura na Wielkanoc nadrobiła zaległości.
Kwiaty zasypane śniegiem
nie są zbyt przyjemnym widokiem. Bardziej pasuje do nich blask słońca. Śnieg
długo nie leżał, do wieczora znikał.